Jak myślę, istnieją ku temu dwa powody.
Pierwszy, to fakt, że nie ma jednej, konkretnej regulacji dotyczącej budżetów obywatelskich (nazywanych też partycypacyjnymi). Dlatego miasta i miasteczka w różny sposób decydują się dzielić pulę pieniędzy.
Na przykład w mieście Piła, jak w raporcie Instytutu Obywatelskiego „Budżet partycypacyjny. Ewaluacja” pisze Wojciech Kębłowski, projekty „miękkie”, czyli także kulturalne, nie zostały w zeszłorocznym budżecie obywatelskim w ogóle dopuszczone do głosowania. Możliwe było zgłaszanie jedynie projektów „odnowienia chodników, ścieżek rowerowych, terenów w pasie drogowym i likwidacji barier architektonicznych”. W tym roku na budżet obywatelski w tym mieście przeznaczono 3 miliony złotych. Maksymalna wartość pojedynczej inwestycji nie może przekroczyć 300 tys. zł. Znów brak jest projektów związanych z kulturą.
Z kolei w Gorzowie Wielkopolskim w ubiegłym roku z pięciu inwestycji, które wygrały głosowanie (ich szacunkowy koszt to ok. 1,2 mln zł), niemal wszystkie stanowiły inwestycje dotyczące placówek oświatowych – szkół i przedszkoli. Wyjątkiem była modernizacja chodników i jednego z parkingów. Trudno się dziwić, że tak się stało, skoro projekty budżetu arbitralnie podzielono na grupy: „place zabaw”, „chodniki” i „inne”.
Nawet w miastach większych, gdzie ceni się kulturę, często spada ona na sam dół listy priorytetów. Ważniejsze stają się doraźne remonty i ulepszenia infrastrukturalne.
Na przykład w skądinąd świetnie ocenianym przez ekspertów budżecie obywatelskim w Łodzi, rok temu do wydania było 40 mln. złotych, z czego tylko 622 200 zł (czyli zaledwie 1,5%) zostało przeznaczonych na projekty kulturalne.
I tu dochodzimy do drugiego powodu. „Winne” marginalizacji kultury w miejskich projektach obywatelskich są nie tylko władze. Dlaczego? Bo mieszkańcy też nie głosują na kulturę. W Łodzi na 752 projektów głosowało w sumie prawie 175 tys. osób. Na projekty kulturalne oddało swój głos tylko 7003 osoby (czyli 4%).
Może więc jednym z pomysłów na zwiększenie „obywatelskości” kultury oraz ulepszenie „kulturalności” budżetów partycypacyjnych, byłoby wpisanie zapisu chroniącego projekty miękkie (kulturalne) do uchwał miast i gmin? Innymi słowy, arbitralny przydział środków na kulturę w ramach BO.
Co o tym myślicie?
*Ewa Czeszejko-Sochacka – Posłanka na Sejm RP z ramienia Platformy Obywatelskiej, wieloletnia mecenaska i animatorka kultury, założycielka Fundacji Promocja Talentu, która wspierała polskich artystów, m.in. Stanisława Drzewieckiego. Członkini Rady Programowej Kongresu Kobiet.
